Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/160

Ta strona została przepisana.


Filonek.

Kotko luba, kotko droga, gdzie jesteś?

Fulgencyusz (wysiadając).

Pewnie nie ja kotkę wyrzuciłem, lubo moje kolana zostały najmocniéj uszkodzone.

(Maciuś wysiada.)
Ludmir.

Bogu dzięki, odetchnąć można.

Fulgencyusz.

Cóż znaczył jego traktat? traktat próżne słowo: vox, vox, praetereaque nihil — tak, tak, nihil; ja jestem zgnieciony, zmięty, stłuczony — debilitatus, omniumque membrorum impos.

Maciuś (do Filonka na stronie).

Kotek zjadł mi placuszek, kotek mnie zadrapnął, kotek poszedł przez okno, ale cicho! sza!

Filonek.

Proszę, co za dowcip!

Maciuś.

Ba, mnie w to graj.

Rozaura (z karety).

Ale gdzież jest mój trzewik, bez trzewika przecie nie wysiędę. Panie Filonek! Maciusiu! Doktorze! poszukajcie koło tamto karety — och mój Boże! jakże teraz mężczyzni niegrzeczni, płeć piękna musi żebrać tamte usługi.

Ludmir.

Pewnie ktoś na pamiątkę uniósł kształtny trzewiczek.