Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/204

Ta strona została przepisana.


Fulgencyusz.

Nie głupim!

Filonek.

Nie jesteś i godziny tu bezpieczny, powtarzam jeszcze; pójdę, może dowiem się czego i na wszelki przypadek konie pocztowe zamówię.

(Odchodzi.)
Fulgencyusz.

Co za koszt! kremortartari!





SCENA X.
Fulgencyusz (sam).
(Chodzi zamyślony — obraca się i postrzega się w zwierciadle, które w głębi powinno tak być ustawione, aby i spektatorowie widzieli w niém figurę Doktora. — Doktor kłania się, nie spuszczając oka, a potem po krótkiém milczeniu mówi:)

Co Pan każe? (patrzy przez szkło — na stronie) Barbarzyńska figura... Czy znowu nie... (zbliżając się) Pan do mnie? (jeszcze bliżéj) Illustrissime! zapewne... (postrzegłszy że to zwierciadło) Ale... A!.. (przegląda się, zdejmuje krymkę, egzaminuje ją przez lorynetkę) Quid hoc est? (przegląda się) Kremortartari! (zdejmuje perukę) To nie moja — zdrada! zdrada! jestem ja otoczony spiskowymi! nastają na moją wolność! na życie! (wkłada ze złością perukę i czasem potém poprawia, jak gdyby go gniotła) Panie Filonek!

(Spotyka Rozaurę.)





SCENA XI.
Fulgencyusz, Rozaura.
Rozaura.

Daremnie mój Panie tamte kryjesz się przedemną.