Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/219

Ta strona została przepisana.


Mateusz.

Wiem co mówię. Dlatego przy zawieraniu powtórnych ślubów strzegłem się piękności. Wziąłem Katarzynę — zezowatą i z brodawką na nosie.

Józef.

Ale przez to była dobrą żoną.

Mateusz.

Mnie się o to pytać. Za przykładem pierwszéj poszła i druga.

Michał.

Ale gdzie dowód! gdzie dowód!

Mateusz.

Gdzie dowód? Zaraz, zaraz — ale pierwéj powiem, że jak przyszło wybierać trzecią żonę, bo mi do gospodarstwa była potrzebną, wyszukałem sobie wdowę... już dobrze dościgłą... ba, może nawet i zanadto — co zaś do jéj powierzchowności... nic nie powiem, znacie ją.

Michał.

No, o jéj piękności mało da się powiedzieć, to prawda.

Mateusz.

Wielka prawda. Myślałem więc, że z tych względów mogę być spokojny — bajka!

Michał.

I pierwsza i druga i trzecia — wszystkie twoje żony uczciwe niewiasty, ale tobie zawsze coś się przywiduje, bo nigdy przecie nic złego nie widziałeś.

Mateusz.

Alboż to trzeba widzieć koniecznie, aby się przekonać, że nam żona figla płata?