Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/230

Ta strona została przepisana.


Michał.

Rozjuszonym niedźwiedziem... będę łamał, walił, poszarpię w drobne kawałki.

Józef.

Panie bracie mityguj się.

Michał.

Bez pardonu. Zemsty, zemsty, zemsty!... Chodź, zobaczymy jałownik.





SCENA VII.
Barbara, Justysia,
Justysia.

A co nie mówiłam?

Barbara.

Ależ to nie zazdrość, to jakiś zawrót głowy, to istne szaleństwo. O ty przeklęty Zgago! O tym nam pomyśleć trzeba, tego oddalić, tego się pozbyć.

Justysia.

Będę się starała i jeżeli Jejmość pozwolisz, ja mu przy sposobności łapkę zastawią.

Barbara.

Mądra to żmija.

Justysia.

Spróbuję. (patrząc przez okno) Otóż właśnie idzie. Skrada się... ogląda się... przegląda jak złodziej.

Barbara.

Cóż ty chcesz zrobić?

Justysia.

Proszę tylko odejść, a pod drzwiami słuchać.