Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom V.djvu/034

Ta strona została skorygowana.
Alina.

Zresztą, nim twą niewinność wskażą oczywiście,
Któż ręczy że tymczasem nie będziesz zdradzony?

Edmund.

Zmiana mego nazwiska — odległość tej strony.
O, gdybyśmy naszego małżeństwa nie kryli,
Jużby stare sąsiadki pewnie do tej chwili
Tu, tędy i owędy po tropach zławiały,
W rzeczy, cel ciekawości i plotek niemały!
Poszła za mąż — no proszę! gdzie? kiedy? za kogo?
Któż on jest? zkąd? — nikt nie wie, powiedzieć nie mogą —
Dla czego? — sekret — A, ba! — jednak wiemy o tém —
Gdzież się z sobą poznali? — gdzie był ślub? — A potém...
Jakże tam było? jak, gdzie? — w drodze — ale przecie...
I wkrótceby wieść listy rozniosły po świecie.
Lecz dziś nikt prócz domowych o mnie nie wie prawie,
A domowym nie w myśli żeś była w Warszawie.
Tam zaś, któżby mógł zgadnąć, że z koła czcicieli
Umknąwszy się, Alina los wygnańca dzieli,
Który swemu nieszczęściu składać musi dzięki,
Iż tak szybko, w lot prawie, dostąpił twej ręki.

Alina.

Wszystko to pięknie, dobrze twoja miłość zdobi,
Lecz jak pułkownik umrze?

Edmund.

Tego mi nie zrobi.

Alina.

Mój Astolfie, idź napisz — dziś gońca wyprawię.