Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VII.djvu/151

Ta strona została przepisana.


Hermenegilda.

W sekrecie.

Gdański.

Chcieć, korzystając z wad moich, chcieć doprowadzić mnie do jakowego czynu, któryby uprawniał separacyą, jest, wierz mi, grą bardzo niebezpieczną, (zapalając się coraz więcéj) bardzo niebezpieczną.. ostrzegam cię!

Hermenegilda.

Cóż szanowny Otello, zadusisz mnie?

Gdański.

Chybaby przypadkiem.

Hermenegilda.

A wiec nie jestem pewną życia.

Gdański.

O! O! nie udawaj przestraszonéj. Wiesz dobrze, że jesteś w zupełném bezpieczeństwie... Ale o twoich drabantach w żółtych rękawiczkach... tego nie powiém... (coraz gwałtowniéj) Niech się strzegą! Niech mi z drogi schodzą! bo jak którego chwycę, to go ścisnę jak to krzesło... (Podnosi krzesło i kruszy go w ręku.)

Hermenegilda (z razu przestraszona — potém z powagą).

Kasprze!

Gdański.

Przepraszam cię, przepraszam... uniosłem się zbytnie.

(Hermenegilda spojrzawszy na niego z góry, odchodzi poważnie. Na zadzwonienie i wskazanie Gdańskiego, Maciej sprząta krzesło złamane, mrugając na stronie — potém odchodzi.