Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VII.djvu/155

Ta strona została przepisana.


gałgany!.. Ja piję bona fide... Nareszcie tak się ten to tego, jak się zowie...

Gdański.

Spiłem.

Florjan.

Tak jest, spiłem się podług wszelkiego prawdopodobieństwa, bo końca wieczerzy nie pamiętam... gałgany!.. Nazajutrz, budzę się — wiész gdzie?

Gdański.

W łożu pod adamaszkową kotarą — co?

Florjan.

Tak, w łożu, piękne łoże! Budzę się... słuchaj... na wozie i w kajdanach.

Gdański.

Czy być może?

Florjan.

Na wozie, przy mnie kozak brodaty na straży. Odezwałem się do niego uprzejmie: „Proszę Wać Pana Dobrodzieja...“ A on na to: „Mauczy Sukinsyn!“ — Ja jeszcze wtenczas po rosyjsku nie umiałem, dopiero późniéj nauczyłem się, że Mauczy znaczy: milcz, a sukinsyn...

Gdański.

Rozumiem.

Florjan.

Niegrzecznie? Co? Ale nie mogłem się gniewać, bo jednego pogodnego poranku ofuknąwszy się nieco dostałem przez plecy pletnią... (Pletnia jest to ten to tego...