Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VII.djvu/164

Ta strona została przepisana.


Julja.

Także mnie Ojcze przyjmujesz?! Także mię kochasz?!

Gdański (oglądając się niespokojnie).

Kocham, kocham, jak Boga kocham, kocham, ale znasz moje położenie.

Julja.

Właśnie dlatego że znam, chcę abyśmy z niego wyszli jak najprędzéj.

Gdański.

Ależ moja żona jeszcze nic nie wié.

Julja.

To się dowié.

Gdański.

Co ty mówisz!

Julja.

I dlaczegóż mam się bać macochy?

Gdański.

Ach ty nie wiesz...

Julja.

Od trzech miesięcy nie odbierając od ciebie kochany Ojcze odpowiedzi na pilne i ważne moje listy, musiałam przyjechać, aby się przekonać co to znaczy.

Gdański.

Musiałaś, musiałaś! Czyliż ci na czém brakowało?

Julja.

Na niczém z wdzięcznością wyznaję, ale teraz nie o tém mowa.