Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VII.djvu/187

Ta strona została przepisana.


Julja.

Winszuję Pani. — Ale czegóż się lękasz?..

Hermenegilda.

Ach kochana, droga Pani... Byłam młoda... nierozważna... pisywałam do niego...

Julja.

Aha!.. I on ma listy?

Hermenegilda.

Niestety!

Julja.

Przecież zwrotu nie odmówi.

Hermenegilda.

Odmawia. — W jakim celu, nie wiem.. Że w nieszlachetnym, wątpić nie mogę. Wszystko każe mi się lękać, aby moje stanowisko w wielkim świecie jakiego uszczerbku nie doznało. Jestem przełożoną czystego zjednoczenia moralnych Reformistek. Z urzędu więc nie mogłam być pobłażającą... musiałam ostro karcić najmniejszą nierozważność młodzieży... najlichsze usterki umiałam różnemi środkami wytaczać przed sąd opinii publicznéj... A teraz... teraz... O! mój Boże! któż mnie zasłoni od pocisków odwetu? Ach okropnie!.. Ja tego nie przeżyję.

Julja.

Uspokój się Pani. Najpierwéj trzeba wiedzieć czego żąda.

Hermenegilda.

W tém właśnie żądam twojéj pomocy. Pan Baron jest z nim w przyjaźni.