Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VII.djvu/199

Ta strona została przepisana.


Julja (ironicznie).

Nie wątpię, że kto cię ujrzy, zachwycony tobą być musi... Ale nieszczęściem nie o tobie była mowa.

Milder.

Nie o mnie? to mnie dziwi.

Julja.

Mój ojciec chce bez zwłoki wydać mnie za mąż?

Milder (puszczając dym).

Bez zwłoki? — patrzcie!

Julja.

I za kogo? Za naszego Florjana.

Milder.

Rzadki exemplarz męża. Cóż ty na to?

Julja.

Cóż. Nie przystawałam, nie odmawiałam, wykręcałam się jak mogłam.

Milder.

Trzeba było korzystać ze sposobności i oświadczyć także jak najsolenniéj szanownemu Panu Gdańskiemu, że pomimo najszczerszéj chęci pozostania córką zawsze posłuszną, za mąż iść nie możesz, mając już męża w mojéj czcigodnéj osobie.

Julja.

Czcigodnéj! Ach czcigodnéj!.. Żadna jeszcze żona nie słyszała podobno tego o swoim mężu, co ja musiałam słyszeć z ust twojéj dawnéj oblubienicy i narzeczonéj.

Milder (zawsze obojętnie).

Fulminowała z górnych stref swoich... poczciwa Hermenegilda!