Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VII.djvu/200

Ta strona została przepisana.


Julja.

Czci, wiary na tobie nie zostawiła, aż mnie strach przejmował.

Milder.

Pah! — kochała mnie jednak szalenie.

Julja.

Dajmy temu pokój.

Milder.

Alboż to ona jedna?!..

Julja.

Jeszcze!

Milder.

Ale to wszystko należy już do historyi.

Julja.

Piękna historya!

Milder.

Dziedzina potomności.

Julja.

Biédna potomność!

Milder.

Byłem zawsze we wszystkiém wzorowym. Nic sobie nie mam do zarzucenia. Lubiłem płeć piękną, bo mnie płeć piękna do tego zmuszała. Straciłem majątek, prawda, ale ja chciałem tracić a nie stracić; że się nitka urwała, czyż moja wina? Grałem, prawda. Jeden gra na skrzypcach, drugi na basetli, ja w karty — różne są gusta. Robiłem długi — bo w świecie coś robić trzeba. Nareszcie brać a nie oddawać, jest to tworzyć bogactwa — czysta ekonomja polityczna.