Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VII.djvu/201

Ta strona została przepisana.


Julja.

Ach, ach, dosyć, dosyć.

Milder.

Nie przydrwiwaj więc mojéj historyi, bo każdy człowiek ma przecie swoję miłość własną... Cóż u licha!..

Julja.

Dobrze, dobrze, a teraz wróćmy do naszego interesu.

Milder (p. k. m.)

Nic zatém ojcu nie wspomniałaś?

Julja.

Na cóż by się było zdało? wygrajmy pierwéj batalją z macochą.

Milder.

Wygramy.

Julja.

Myślisz, że przyjdzie?

Milder (patrząc na zegarek).

Niezawodnie. Tylko co jéj nie widać.

Julja.

Ja na jéj miejscu pewniebym nie przyszła.

Milder.

Bardzo mnie to cieszy, ale ona przyjdzie. Należy bowiem do rzędu tych osób, co więcéj czczą pozór niż istotę rzeczy. Opinia świata u niéj wszystkiém. Byle téj nie naruszyć, wszystko wolno; mam nadzieję, że ją poprawię.

Julja (śmiejąc się).

Może własnym przykładem.