Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VII.djvu/210

Ta strona została przepisana.


Milder.

W moim sypialnym? — Jak Pani chcesz.

Hermenegilda (wracając od drzwi).

Pan mnie zdradzisz.

Milder (wyniośle).

Hermenegildo! ugiąć się mogę — złamać nigdy.

(Hermenegilda odchodzi w drzwi na prawo, zostawiwszy na kanapie swój szal zielony — pukanie do drzwi.)





SCENA III.
Milder, Gdański.
Milder (otwierając).

Przepraszam łaskawego Pana, nie słyszałem, byłem w drugim pokoju.

Gdański (do siebie).

Uf! Ledwie żyję... schudnę jak szczypa... pozwól odpocząć. (Rzuca się na kanapę.)

Milder.

Nie wiem prawdziwie, jak mam podziękować.

Gdański.

Nie ma za co, mój Panie, nie ma za co. Moje i przyjaciół moich starania nic osiągnąć nie mogły jak tylko podpis paszportu i przestrogę, przestrogę tajemną, abyś z niego jak najspieszniéj korzystał, inaczéj możesz być jeszcze téj nocy aresztowany.

Milder.

Ale za co? — Dlaczego?

Gdański.

Nic nie wiem... nic wiedzieć nie chcę. Człowiek rozsądny unika tajemnic jak powietrza... Mój pojazd