Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/018

Ta strona została przepisana.


SCENA IV.
Paullna, P. Wacław.
(Wacław wstrzymał się był w głębi, a widząc uściśnienie Reginy roześmiał się śmiechem sobie właściwym, krótkim, cichym, więcej wzgardę jak wesołość znamionującym.)
(Aby instrukcyi nie powtarzać, gwiazdką (*) znaczyć się będzie miejsca, gdzie ten śmiech przypada.)
Paulina.

I czegóż Pan się śmiejesz? — Wiesz Panie Wacławie,
Ja, którą za złośliwą świat okrzyczał prawie... (*)
I dajmy na to, słusznie, ja się Pana boję.

P. Wacław.

O! pochlebiasz mi Pani.

Paulina.

Próżne śledztwa moje:
Żaden zmarszek na twarzy, żadna iskra w oku,
Nie zdradzi nigdy czucia wewnętrznego toku;
A jednak się przeczuwa wśród ciągłéj obawy,
Że ta zimna powłoka jest powłoką lawy.

P. Wacław. (*)

Jakiś niby bohater w sposobie Byrona.

Paulina.

Pewnie, pewnie, przynajmniéj ta sama osłona.
Ten śmiech martwy... jeżeli śmiechem nazwać muszę,
Zawsze niejakim dreszczem przejmuje mi duszę.

P. Wacław.

Bardzo mi przykro, jeźli mym brzydkim nałogiem
Psuję zdanie o sobie, które jest mi drogiém.
Ale wolnoż się spytać — bez żadnéj złéj myśli —
W jakim téż celu Pani ten mój obraz kreśli?