Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/020

Ta strona została przepisana.


Paulina.

Powiedz mi Pan, co jesteś najbliższym sąsiadem —
Bo ja obca — czy prawdą choć część tych powieści,
Z których każda z osobna skarb śmieszności mieści.
Czy prawda, powiedz z łaski, że mąż mojéj cioci,
Co się w rangi wojskowe coraz nowe złoci,
Nigdy w wojsku nie służył? — Ma być znane światu,
Że on kiedyś przed laty wysłany z powiatu,
By dostarczył sztabowi owsa, słomy, siana,
Przybrał sobie nawiasem tytuł kapitana;
Później przebywszy Wisłę parę razy łódką,
Został w domu majorem ze szpiczastą bródką;
Nareszcie tryumfalnym witany okrzykiem,
Z Rzeszowskiego jarmarku wrócił pułkownikiem;
I za każdym awansem wyższe jego progi,
Szerszy galon u czapki i dłuższe ostrogi,
A co najlepsze, że tak wkłamał się sam w siebie,
Że na prawdę wszystkiego przysiągłby w potrzebie.

P. Wacław. (*)

No, ale dobry człowiek, zawsze panem w domu...

Paulina.

Co? Panem w domu? Komuż Pan to mówisz, komu?
On nie ma innéj woli jak wolę méj ciotki
I jéj miluchnej Zosi, téj układnéj kotki,
Co niby bez pazurków wydrapać się umie,
Co na przekor stosunkom i rodzinnéj dumie,
Depce po naszych głowach i w górze zostanie.
Prawda, że Pułkownika do niéj przywiązanie
Różnie różni tłomaczą i nie bez przyczyny,
Bo mimo ciągłych uwag ze strony rodziny,