Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/027

Ta strona została przepisana.


Morderski.

Bajka! — Ale co gorzéj wpadł jak kamień w wodę,
A ja chciałbym go skłonić, zrobić pewną zgodę,
Aby mi raz na zawsze praw swoich odstąpił.
Lubo to wór dziurawy, nie będę dziś skąpił,
Czego tylko zażąda, dać mu jestem skory,
Bylem się raz mógł pozbyć tej nieznośnéj zmory.
Powinienby on wprawdzie siedzieć już za kratą,
Bo z dawien dawna pilnie zasługiwał na to,
Lecz ze względu na Zosię patrzałem przez szpary,
On to wiedział, dlatego teraz nie zna miary
I w jawną wojnę zmienił podstępne wykręty.
Kazałem go więc szukać... jak będzie zamknięty,
Jak się dobrze wytrzeźwi, a lepiéj wygłodzi,
Na dobrowolny układ może się i zgodzi;
Może, jak pomiarkuje, że idzie o skórę,
Zrzeknie się córki, pójdzie za dziesiątą górę.





SCENA VII.
Ciż sami, Regina, Paulina, Pan Piotr.
Regina (wchodząc).

Jest i Pan Piotr.

P. Piotr.

Rzecz dziwna, podziwienia godna.

Morderski.

Na przykład?

P. Piotr.

Wpadłem w błoto — w błoto, głową do dna.

P. Wacław.

Głową? — Pan? — hm!