Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/039

Ta strona została przepisana.


Potém już w gorseciku poszła do gard’roby,
Wkrótce Pani ją wzięła do swojéj osoby;
Późniéj ją na spacery brano dla posługi,
W końcu i do salonu weszła raz i drugi
I nareszcie od łyczka, Panie, do rzemyczka...

Jan.

Będzie z niéj wielka Pani, Złotogór dziedziczka.

Michał.

Och! o tém jeszcze babka na dwoje wróżyła;
Kłaniałbym się inaczéj gdyby pewność była.

Jan.

Każdy wie przecie...

Michał.

Co? — Nic. — Co zasłyszy, baje,
Jeden Hryńko wie więcéj, jak się wiedzieć zdaje.

Jan.

Lecz Marta jego żona, piękną Martą zwana,
Była w łaskach u Pana, wszakże to rzecz znana...

Morderski (we drzwiach).

Jest tam który! Mille tonnerres! Czy śpi służba cała?!

Michał.

Panna Zofija octu szukać nam kazała.
(Lokaje odchodzą, z Morderskim.)

P. Hilary.

Bo Pani lubisz ganić, a ja chwalić wolę...

P. Szczekalska (kończąc).

Tego, u kogo codzień miejsce mam przy stole.