Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/047

Ta strona została przepisana.


Narcyz.

Biegnę.

Szymon.

Pułkownik mówił że ręczycie głową.

Narcyz.

Zawsze głową!

Szymon.

No, idźcie... tedy wam otworzę.

Narcyz (odchodząc z Szymonem w drzwi ogrodowe).

Głową!.. ja mam pachołków... lecz się wypsnąć może.





SCENA VI.
P. Wacław, P. Piotr.
P. Piotr.

Uf! Uf! co za gorąco! — Uf! co za pragnienie!

(Wypija duszkiem kieliszek wina z tacy, którą Michał zostawił i rzuca się na kanapę.)

Jakem Morderski, piękność Zosi bardzo cenię...
Ma oczy bardzo ładne... troszeczkę czerwone...
Nosek wcale miluchny... szkoda, że na stronę.

P. Wacław.

Co wygadujesz?

P. Piotr.

Ho! ho! ja dostrzegam żwawo...
Na stronę... prawą stronę... jak patrzy na prawo.
Figurka trochę cienka.. ja tłuściejszą wolę...
Pecz poprawić się może, przy obfitszym stole...
Prawda?