Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/061

Ta strona została przepisana.


Narcyz (sam, zatrzymując się w środku sceny).

Noc, jest to rzecz okropna... zawsze się coś rusza,
Coś puknie, pęknie... w nocy na ramieniu dusza...
Broń djabła warta... stare graty, istne śmiecie...
Ale, jak kto napadnie, jest co złożyć przecie.
Świecić będę noc całą... spać się nie położę...

(Broń kładzie na dużym stole, świecę zapala w lichtarzu — a nim zgasił w latarni, słychać pukanie do okna.)

Hę? (chwyta karabin i grubym głosem) kto tam?

Zosia (za oknem).

Panie Narcyz!

Narcyz.

Głos żeński... on może.
(po krótkiém wahaniu się otwiera okno)

Zosia (w oknie).

Otwórz Pan, otwórz prędko.

(Narcyz idzie do sieni otworzyć i wraca z Zosią, okno zostaje przymknięte.)





SCENA II.
Narcyz, Zosia.
Zosia.

Mój ojciec zamknięty.

Narcyz.

Nic nie wiem.

Zosia.

Wiesz i ja wiem... przy furtce był wzięty.

Narcyz.

Cyt, dla Boga! to sekret!