Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/071

Ta strona została przepisana.


Morderski.

Chodźmy do niego. Przez drzwi na grzbiet ci nie wpadnie,
Tchórzu!.. bo drzwi tęgie... co?.. tchórzu!.. drzwi dębowe,
Prawda?

Narcyz.

Ależ on jak lew... on łamie podkowę.

Morderski.

O! O! podkowę!

Narcyz.

Radzę nie bawić tu długo.

Morderski (z przymuszonym uśmiechem).

Przecieć zamknięty ryglem... kłódką jedną... drugą,
Tchórzu!.. kłódką tęgą... co?..

Narcyz.

Ot, kłódeczka licha.

Morderski.

Jak licha! — co to licha? — Idź Wać Pan do licha!
Ja Wać Pana Mospanie rozstrzelać tu każę.
(na stronie)
Drzwi... kłódka... siła, groźba... jak wszystko rozważę...

(Zosia otwiera drzwi boczne i nagle zamyka zobaczywszy Morderskiego.)
Narcyz.

Ha! (Ku drzwiom zwrócony nie spuszcza tych z oka.)

Morderski.
(Zbliżając się, późniéj zwrócony to przeciwną stronę plecy do pleców prawie.)

Co to było?.. co?.. jak?.. coś gdzieś uderzyło...