Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/093

Ta strona została przepisana.


Paulina.

Nie miéj za złe, że ci mówię szczerze.
Pułkownik opinii ulegnie w téj mierze,
Wydając cię gdzieś za mąż przebaczyć ci może,
Ale w domu zachować, jak dotąd, broń Boże.
Wszakże w powadze domu cała jego chluba.

Zosia.

Więc usunę się, pójdę.

Paulina.

Gdzie kochanko luba?
A wiesz ty, co świat powie zaraz w pierwszéj chwili?
Oto, że wychowankę z domu wygonili,
Za co? — no, łatwo zgadnąć.

Zosia.

Znajdę miejsce przecie,
Gdzie przy jakich panienkach.

Paulina.

O szalone dziecie!
Gdzie, jaka, która matka przy córkach zostawi,
Tę, którą jak wygnankę świat wprzódy osławi.

Zosia (wstrzymuje się od płaczu).

To służyć będę.

Paulina.

Służyć? — Cóż ty robić umiesz?
(Zosia spuszcza głowę i milczy.)
Ów najprostszy zarobek, czy łatwym rozumiesz?
Spojrzyj na twoje rączki, te pulchne pieszczotki,
Zdatneż one do maglu, konwi albo szczotki?
Próżno, próżno się łudzić tych nadziei głosem.
O nie jedna, nie jedna, gardząc miernym losem,