Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/112

Ta strona została przepisana.


Na datę łza upadła... liczby łzą zmazane...
(Całuje list.)

Morderski.

Dobrze... dobrze... cieszę się... kochać nie przestanę...
Ale niech się twój umysł trochę uspokoi.

Zosia (nie słuchając).

Zginął, ja wiem, że zginął. — O Rodzice moi!
Wy to, wy uprosiliście u Boskiéj szczodroty
Tę kropelkę pociechy dla waszéj sieroty.

Morderski.

Idź... idź... proszę cię Zosiu... zostaw mnie na chwilę.
Idź.(Zosia odchodzi czytając list.)





SCENA V.
Morderski (sam, p. k. m.).

A więc?.. A więc... A więc!.. Lat tyle, lat tyle,
Zdradzony, uwodzony byłem tylko dudkiem,
Piramidalnym dudkiem... wyznaję ze smutkiem.
A Zosia? — Niebo jakby przestrogę dawało
Kładąc w serca nas dwojga miłości tak mało.
Zosia? — Cóż ona winna? nie winna nic wcale,
I to właśnie mnie gniewa... zwiększa moje żale.
Co?.. Ja na jéj uciechę mam patrzeć zgłupiały?
Ja przeszłych trosek, strachów połknąć pasztet cały?
Pasztet piramidalny! — Nie, tego nie zrobię...
Ale w jakimże teraz pozbyć się sposobie
Tego mądrego Piotra? — Nic nie dam i kwita...
Ale jak żona, jak świat o powód się spyta?
Jakim, jakim rzecz całą osłonić wyrazem?
A mille tonnerres! mille tonnerres! i sto djabłów razem!