Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/133

Ta strona została przepisana.


pie? — wyjdę na polowanie, bekasa ani zoczyć; gdzie były błota, bagna, lokomotywa przejeżdżać może bezpieczniéj jak na Czerniowieckiéj kolei — porżnęli, posiekali łąki rowami, bodaj djabli wzięli tych naszych agronomów, już bagna nie zoczysz chyba na drogach albo na naszych przedmieściach. W braku bekasów wracając do domu zastrzeliłem srokę — sroka złodziej, niech nie psuje ludziom rzemiosła, każę ją wypchać i zawieszę gdzie przy dworcu, na elektrycznym drucie. (p. k. m.) Żeby przynajmniéj była jaka taka niewinna partyjka — wiseczka we dwóch, albo sztosika. Ty nie grasz, Panie nie umią — proboszczowie nawet już w marjasza grać nie chcą.

Serafin (wznosząc oczy w górę)

Bogu dzięki najwyższemu, moralność kroczy wielkim krokiem.

Stanisław.

Wolałbym aby Jenerał tak kroczył — Panie Serafinie, bogobojny człowieku, zmiłuj się nademną.

Serafin.

Cóż ja ci pomódz mogę?

Stanisław.

Idź do Pani Eufrozyny, może ma w Paryżu jaką znajomość... między wojskowémi — przecież muszą się znaleźć środki dowiedzenia się o człowieku nawet mniéj znaczącym jak nasz Jenerał.

Serafin.

Pójdę naradzę się z Panią Eufrozyną, będę pisał, telegrafował, zrobię wszystko co można, aby ci usłu-