Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/144

Ta strona została przepisana.


Paulina.

Pisałam dwa razy i myślałam, że mnie już zapomniała.

Dorski.

Ach któż Panią zapomnieć może, ale w domu jéj nie było. A więc tak jest w istocie, jesteś Pani narzeczoną?

Paulina.

Tak jest, narzeczoną Pana Serafina.

Dorski.

Muszę wyznać otwarcie, że ta wiadomość przejęła mnie niepojętą boleścią — wojskowi nie są panami swojego czasu, za późno więc prosiłem mojéj siostry, aby tu dziś przyjechała, i w imieniu mojém prosiła Jenerała, jako opiekuna, którego spodziewała się zastać, o rękę swojéj przyjaciółki Panny Pauliny.

(Czas jakiś milczenia.)
Serafin.

Opatrzność raczyła zrządzić inaczéj.

Dorski.

W ostatnim wszakże swoim liście nie wspominałaś nawet Pani, że jest na świecie jaki Serafin, jakimże sposobem nastąpiła tak nagła decyzya? Proszę mi przebaczyć pytanie, do którego nie mam prawa, ależ to tak boleśnie wyrzec się nawet nadziei.

Stanisław.

Dlaczegóż masz się Pan wyrzec?

P. Zielska.

Tylko Pan Stanisław może o to pytać.