Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/162

Ta strona została przepisana.


Serafin.

Winszuj kuzynko raczéj ubogim moim, że mnie hojnie obdarzyła Opatrzność, bo już teraz skuteczniéj będę mógł nieść pomoc cierpiącéj ludzkości.

P. Zielska.

Panie Serafinie, pozwól pomówić z sobą otwarcie.

Serafin (na stronie).

Przemowa pewnie do mojéj kieszeni.

P. Zielska.

Nie możesz wątpić o mojéj przyjaźni, któréj stokrotne dałam ci dowody. Pracowałam usilnie, aby skłonić Paulinę do oddania ci ręki.

Serafin.

Hm! Paulina nie zdaje się bardzo ufać radom szanownéj swojéj ciotki, jéj więc tylko saméj winienem moje szczęście.

P. Zielska.

Mylisz się, żeby nie ja wachałaby się dotychczas. Mniemałam, że tym związkiem zapewnię szczęście obojga, ale teraz wyznać muszę, że okoliczności zmieniły postać rzeczy.

Serafin (ze wzbudzoną uwagą).

Jak, jak, co mówisz?

P. Zielska.

Stosunki nasze już nie te same.

Serafin.

Zapewne.

P. Zielska.

Co wczoraj mogłeś uważać za szczęście, dziś już niém nie jest.