Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/184

Ta strona została przepisana.


wypada — pieniądze są władzą, któréj mało kto oprzeć się może. Mój Stanisławie, staraj się powoli, rozważnie porucznikowi rzecz tę przedłożyć.

Stanisław.

Ależ moja kuzynko, na takie propozycye on mnie wyzwie i będę musiał z nim się strzelać — Nie, nie i słyszeć o tém nie chcę i tobie życzę nie próbuj szczęścia, bo gotówby zapomnieć względów, do których twoja płeć, twoje wdzięki i wiek niezaprzeczone mają prawo.

P. Zielska.

Znowu ucinek.

Stanisław.

Nie, tym razem nie ucinek ale szczera rada i proszę cię niech to zostanie między nami.

P. Zielska.

Nie, serce moje za gwałtownie bije, aby usta milczeć mogły. Nie chcesz z nim mówić — dobrze, więc go przyślij tu do mnie, pomówię z nim i zobaczymy.

Stanisław.

Niech i tak będzie — tysiąc pociech!

(Wychodzi.)
(Zielska zasiada w fotelu, poprawia sobie suknię, kryskę, czepeczek — na wejście Serafina zrywa się w gniewie.)