Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/223

Ta strona została przepisana.


SCENA V.
Klara (sama).

Coś z hałasem rozeszli się przyjaciele, nic to mi dobrego nie wróży, ale Zuzia wyszła z domu z Dowmundem, coś gorliwie rozprawiała, może co i uradzą. (p. k. m.) Dziwne prawa na tym świecie, bronią kochać młodego, do którego serce nas pociąga a pozwalają zbliżać się starym, gratom, straszydłom — kochajże tu!.. to na honor nie ma sensu.





SCENA VI.
Klara, Marski.
(Marski przez okno wskakuje.)
Klara (przestraszona).

Ha! co to jest?

Marski.

To ja jestem.

Klara.

Zkąd się tu wziąłeś?

Marski.

Piętro nizkie, drzewo blizkie, od gałązki do gałązki, szust przez okno i uklękam tu przed tobą.

Klara.

Przez okno Pan wlazłeś?

Marski.

Pan... Pan... Klaro ty się gniewasz.

Klara.

Gniewam się i tym razem nie żartem; czy się godzi postępować tak nierozsądnie, wśród jasnego