Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/229

Ta strona została przepisana.


Kokoszkiewicz.

Aż klaskało.

(Klara śmieje się na stronie).
Kokoszkiewicz.

Piękna téż to Pani, ta pani Pułkownikowa, twarz rumiana, oko czarne, wzrost piękny, jedném słowem bardzo piękna; ale ty Klaruniu jeszcze piękniejsza i Marski chyba ślepy, że dla niéj ciebie zwodzi i zdradza a do tego może jeszcze szydzi sobie. O mój Boże co to za hultaj.

Klara (śmiejąc się na stronie).

Wiarołomny!

Kokoszkiewicz (zacierając ręce na stronie).

Bączka puściłem.

Klara.

Idź Pan do niego.

Kokoszkiewicz.

Ja mam iść?

Klara.

Zaraz, powiedz mu coś Pan widział.

Kokoszkiewicz.

Niebezpiecznie moja Klaruniu; on płomieniec, ja gorączka, będzie kłótnia a może i krew.

Klara.

Nic nie szkodzi.

Kokoszkiewicz.

Jakto nic?

Klara.

Usłyszymy co odpowie.