Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/231

Ta strona została przepisana.


Kokoszkiewicz.

O Klarusiu, gdybyś chciała słyszeć zamknięte westchnienia, nie szukałabyś daleko, znalazłabyś męża w całéj sile wieku a potulnego jak baranek, miłosnego jak gołąbek, gospodarnego jak mróweczka, onby złożył u nóg twoich folwark, młyn, cztery domy, dwieście morgów ornego pola, blich, pasiekę etc., a tym mężem jestem ja.

(Zuzia wbiega ze świecami.)





SCENA VIII.
Ciż sami, Zuzia.
Zuzia.

Panie, Panie tu się źle dzieje.

Kokoszkiewicz.

Czemu wpadasz jak fryga, wrzeszczysz jak pantarka, idź mi zaraz ztąd precz!

Zuzia.

Ależ to Panie nie żarty!

Kokoszkiewicz.

Cóż się stało takiego? mów a prędko.

Zuzia.

Pan kazałeś zamknąć dom i furtkę ogrodową — poszłam więc, księżyc jeszcze nie był zeszedł i było ciemno, wtem słyszę jakiś szelest, słucham, zbliżam się, patrzę i postrzegam co? O mój Boże, jeszcze dotąd trzęsę się cała, postrzegam postać czarną, ale jaką, jaką!