Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/240

Ta strona została przepisana.


SCENA XII.
Kokoszkiewicz, Zuzia, Filip.
Kokoszkiewicz.

Ja mordercą! ja zabójcą... to być nie może... Filipie słuchaj... biegaj... czekaj... Zuziu słyszysz... głowę tracę, Zuziu, Zuziuniu biegaj prędko po doktora.

Filip.

Po co tu doktora, kiedy Zuzia powiada, że na śmierć zabity; co się stało to się stało i najmędrszy doktor umarłych nie ożywi i owszem; teraz o sobie myśleć trzeba.

Kokoszkiewicz.

Dobrze mówisz Filipku, o sobie myśleć trzeba.

Filip.

Bo to Panie nie przelewki.

Kokoszkiewicz.

Nie przelewki?

Filip.

I owszem. My wiemy czém to pachnie, tu trzeba radzić póki jeszcze czas.

Kokoszkiewicz.

Skoczże prędko do Dowmunda, on syn jurysty, może nam co poradzi — tylko prędko, prędziutko, moja Zuziuniu, biegnij cwałem.

(Zuzia wybiega.)