Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/247

Ta strona została przepisana.


Kokoszkiewicz.

Na mój honor groźno.

Dowmund.

Hm... hm... byłaby to niby okoliczność zwalniająca.

Kokoszkiewicz.

Prawda Jasiu, zwalniająca.

Dowmund.

Ależ znowu...

Kokoszkiewicz.

Cóż dla Boga?..

Dowmund.

Marski dostał strzał w plecy.

Kokoszkiewicz.

Obrócił się pewnie.

Dowmund.

Pewnie; ale kto się obraca, nie chce grozić ale uciekać, a on kulę ma w plecach.

Kokoszkiewicz.

Kazałem nabić śrótem.

Dowmund.

A Filip nabił kulami.

Kokoszkiewicz.

Kulami.

Dowmund.

Głupiec.

Kokoszkiewicz.

Głupiec.