Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom X.djvu/015

Ta strona została przepisana.
Baron.

Co? Jak? — Wyrzucić!.. wygnać tego merynosa!

Mario.

Można, lecz będzie hałas. Choć jednego włosa
Nie straci, po kawiarniach, gdzie domowy wszędzie,
Gdzie drwinkom za cel służy, wykrzykiwać będzie,
Że bankier bogacz obdarł, puścił go z torbami...
I otóż ma krzykliwych obrońców setkami.
A ma wielką zaletę, że zgoła nic nie ma
I że każdy od niego wyższym się być mniema.

Baron (po krótkiem milcz.)

Dać mu pokój... bo biedny... i stary... i chory...

(Do siebie półgłosem)

A czy przecie marcowéj nie przeżyje pory.
Cóż jeszcze?

Mario.

Hrabia Viani może cofnąć słowo,
Jak się dziś nie zapłaci.

Baron.

Da go nam na nowo.

Mario.

Może kupić kto inny, willa bardzo tania.

Baron.

Plenipotent Hrabiego dobrze nas zasłania.

Mario.

Dyrekcya kolei...

Baron.

Musi nabyć willę;
Kupię więc i jéj sprzedam za drugi raz tyle.

Mario.

Lecz gdy zysk grosz na groszu, dlaczegoż odwlekać?