Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom X.djvu/024

Ta strona została przepisana.


Jak w kasie oszczędności. I nie mniej, nie więcej,
Doszły okrągłéj sumki czterdziestu tysięcy.

Barbi.

Szmid trzy kroć pozostawił.

Baron.

Trzy, nie byłbym liczył,
U mnie ledwie połowa. I któż odziedziczył?

Barbi.

Siostrzeniec jego, przezeń wyklęty, wygnany,
Monti...

Baron.

Co! Monti?.. ten... ten!.. (łagodnie) Monti kochany...
Przyjaciel od kolebki... Bardzo mi to miło...
Cieszę się... Kodycylu żadnego nie było?

Barbi.

Nie.

Baron.

O mnie nic?

Barbi.

Nic.

Baron.

Hultaj!.. Monti więc bogaty...
Ale na czem mam teraz poszukiwać straty?!
Co ja z tych pędziwichrów mogę wyprasować?!
Żeby nie ten testament... trzeba było... schować.

Barbi.

Nie miałem instrukcyi. Nie byłoby przecie
Nie pomogło, bo Szmidów jak prochu na świecie,
A żaden się z nich pewnie z Panem nie podzieli