Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom X.djvu/065

Ta strona została przepisana.


Nie chcę ja przez to przeczyć, broń mnie Panie Boże!
Że w dzieciństwie w przyjaźni z Montim byłem... może.
Będę chętnie pomagał, jego honor cenię,
Lecz brać odpowiedzialność, kłaniam uniżenie.
Nareszcie wszystkim rady udzielam w potrzebie,
I wszystkich kocham bardzo, lecz kocham i siebie.

Paroli.

Wypowiedziałem co wiem, a raczej co wnoszę,
Bo że to moje wnioski, chciej pamiętać proszę.
Złe najłatwiej pokona kto wcześnie ubieży.
Już od Excelencyi wszystko dziś zależy,
Ja u Excelencyi dobrzem położony...
Mądrej głowie dość na słowie. Sługa uniżony.

(Odchodzi.)





SCENA X.
Baron (sam.)

Byle tu nie przyjechał. (Pisze, potem dzwoni i do lokaja) Daj Sekretarzowi.
Telegram bardzo pilny. (Po dł. milcz.) Niechże mi kto powie
Co robić? Zerwać z Montim jakoś nie wypada,
Przytem szkoda posagu — trudna, trudna rada —
Jak się ożenię... mogę się skompromitować,
Posagu nie powąchać, a żonę zachować.

(Sługa pocztowy przynosi pakiet opieczętowany, oddaje i odchodzi. Baron przy stole przecina ceratę, w środku jest pakiecik w papier obwinięty, czerwoną wstążeczką związany, na nim kartka którą Baron czyta.)