Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom X.djvu/076

Ta strona została przepisana.

Margrabina Belcampo sprzyja mi łaskawie,
Może być nam pomocną w naszej spólnej sprawie.
Lecz w tej wczesnej godzinie nie przyjmuje damy,
Napiszę więc bilecik, wręczysz go jej samej.
Możesz mówić otwarcie, będzie cię słuchała
Bo lubi wszystko wiedzieć i pomódz by chciała.
Przez ogród bardzo blizko, będziesz tam w minucie.
Chodźmy, w Bogu nadzieja.

Negri.

Smutne mam przeczucie,
Że czas tylko tracimy szukając gdzieś rady.
Lżej trafiłbym do końca, ostrzem mojej szpady.

(Odchodzą w drzwi na prawo.)





SCENA II.
Barbi (sam — wsuwa się powoli.)

Dziś jakoś krótsze schody, jakoś wyższe progi...
Nie wiem co to jest — chciałem już wracać z pół drogi.

(Siada na przodzie sceny.)

Trzęsą się łydki moje — zginają kolana,
Po grzbiecie przelatuje jakaś dreszcz nieznana...
A przytém, zdaje mi się, że się trochę boję.
Oby już koniec wzięło to poselstwo moje.

(Po krótkiém milczeniu.)

Na co téż Baronowi te harce wyprawiać?!
Samochcąc szukać guza i drugim nabawiać?!
I cóż Pani Pameli zarzutem się stanie?
O Boże! z Panią Barbi co za porównanie!
Pani Pamela jeszcze jak to mówią jara,
Pani Barbi nie młoda, nawet troszkę stara.
Pani Pamela miła, jeszcze czasem ładna,