Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom X.djvu/100

Ta strona została przepisana.


Baron (po krótk. milcz.)

Ha! wyleciał — wygrałem!.. serce we mnie hasa!
A teraz do Modeny! hopsasa! hopsasa!

(Słychać hałas za sceną. Niemy Paolo niesie w lewej ręce zawinięty rewolwer i czerwoną wstążką obwiązany, a prawą ręką ciągnie za ucho płaczącego chłopca.)

Niemy! znowu ten niemy! (Chwytając Paola za piersi.)
Poczwaro przeklęta,
Dopókiż znosić będę twe piekielne pęta?
Ty łotrze! ty hultaju! ty djable rogaty,
Zaduszę cię, zagryzę, rozedrę na szmaty!

(Paolo chwycony za piersi puszcza chłopca, który porwawszy upuszczoną laskę przez Barona, odbiega. Na hałas zbiegają się ludzie i żandarm przychodzi. Baron opamiętawszy się, puszcza Paola, ogląda się wkoło i po krótkiem milczeniu, parska udanym śmiechem. Głaszcze Paola który także się śmieje.)
Baron (pokazując na migi.)

Spałem.

Paolo.

Tak, tak... widziałem.

Baron.

Coś mi się śniło.

Paolo.

Wiem — wiem — ja patrzałem — ja, ja chłopca złapałem.

(Rozpowiada jak zobaczył że Baron śpi, jak mu coś z kieszeni wyciągnięto, jak gonił chłopca aż go złapał, potem jak go Baron dusił, śmieje się i całuje w rękę.)
Baron (odbierając rewolwer.)

Dobrze, dobrze, masz talara.

(Paolo zobaczywszy talara, unosi w górę kapelusz jakby krzyczał „Vivat.“ Uliczniki otaczają Barona, krzycząc: „i mnie,