Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom X.djvu/126

Ta strona została przepisana.


Leon.

Dobrze, możesz odejść. (Józef odchodzi we drzwiach spotyka Podziemskiego.) Dzień dobry, panie Podziemski... Chciałem właśnie iść podobno do ciebie.

Podziemski.

Masz jaki interes?

Leon.

To jest właściwie mówiąc... zdaje mi się, że tak dalece nie... Ale chciałem pójść ot tak, na pogadankę.

Podziemski.

Ja zaś mam ci list udzielić, który odebrałem od twojego wuja Mateusza. Tyczy się po części i ciebie, więc pozwolisz, że go w całości przeczytam. (Czyta.) „Kochany Sąsiedzie! Na twoją składkę nic nie dam.“ Egoista! „Za wiadomości o mojéj rodzinie dziękuję, ale córki moje są pełnoletnie i mają własny swój niepodległy majątek, mogą zatem robić, co im się podoba. Jak sobie pościelą, tak się wyśpią.“ Dobry tatuś! „Leon byłby wprawdzie stosowną partyą dla Agaty, ale nim się ten mazgaj... “

Leon.

O!.. O!.. mazgaj.

Podziemski.

Przepraszam, ale czytać muszę, jak napisane czarno na białem.

Leon.

Dobrze, dobrze, czytaj bez ceremonii i komentarza.

Podziemski (czyta.)

Ale nim się ten mazgaj...“