Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom X.djvu/162

Ta strona została przepisana.


Pan.

Ale grzeczniej byłoby, gdyby ta Pani nie straciła była niepotrzebnie pół godziny czasu; ale jak się zaczęła rozbierać, przebierać, ubierać, nie było końca. Gdybyśmy byli wczas wyjechali, bylibyśmy nim księżyc zaszedł, przebyli zły kawał drogi i nie byłoby katastrofy — ale takie to już moje szczęście.

Pani.

Nie byłoby katastrofy, gdybyś Pan był nie spał.

Pan.

To mój sen strącił z mostku?

Pani.

A tak jest poniekąd, bo gdybyś był trochę grzeczniejszym i nie był spał, byłbyś mógł doglądać i budzić pocztyliona, byłby się pojazd nie wywrócił i nie byłbyś Pan na mnie upadł tak okropnie, bez najmniejszego względu, który się przecie każdéj damie należy.

Pan.

I cóż się złego stało?

Pani.

Dobre pytanie! Zgniotłeś niegodziwie, ledwie mnie Pan nie zadusiłeś.

Pan.

Ale nie zadusiłem. (Na stronie.) Niestety!

Pani.

Szkaradnie! Człowiek dobrze wychowany nie upada na damę jak kłoda. To się nie godzi!