Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom X.djvu/218

Ta strona została przepisana.


A że zyskuje na Małpy humorze,
Już więc bez Pudla obejść się nie może.

Osioł.

Ha! Taką rzeczą Pudla nam potrzeba,
Lecz nie wypadaż dać mu nieco chleba?
Bo ja słyszałem od dawnego Pana,
Że z Predykatem trudno bez kubana.

Lis.

Prawda, lecz wolisz sypnąć obietnicą,
Te mniej kosztują a lepiej się świécą.
Proś zrazu mało, a bierz potem wiele,
Jak ci się droga najdalsza uściele.

(Osioł mocno forknął — Lis przestraszony odskoczył, potem po krótk. milcz. mówi.)

Na zdrowie! Ale kichasz djable głośno.

Osioł.

Forkam ze strachu... Patrz... tą drogą skośną...
Co to idzie za szkarada?
Aj!.. patrz!.. Wszak się ku nam skrada.

Lis.

Jest to Borsuk, mędrzec boru,
Borsuk, jamnik zézo-oki,
Publicysta nasz głęboki:
Do rozbioru i do sporu
Ząb najpierwszy w naszym lesie;
Tnie bez względu, co mu blizko,
Szkoda tylko, że za nizko,
Bo nad poziom się nie wzniesie,
Choć się nieraz kusił o to.
A że ciągle patrzy w błoto,