Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom X.djvu/235

Ta strona została przepisana.


Lecz jej boki zapadnięte,
I kolanka naprzód zgięte,
I grzywa na pół wytarta
Djable z chęcią były w sporze!
Wybryk, pobryk nie pomoże
Kiedy szkapa nic nie warta.
Pod krzakiem stary Kopera,
Z Tchórzem metodę rozbiera
Kontramarszów w rejteradzie,
Lecz Tchórz radzi ich unikać,
Za principium bowiem kładzie,
Że najlepiej prosto zmykać.
Dalej Jałówka się żali
Na spazmatyczne katary.
Bóbr Prisznica sposób chwali,
Ale Wilk somnambuł stary
Chce kuracyą wziąć na siebie
Uspić Jałówkę w potrzebie.
Jeleń kontent, że ma rogi
Z uśmiechem wewnętrznej dumy,
Spoglądał na liczne tłumy
Co przy Łani lekkonogiej
Wyprawiały koperczaki.
Tam zaś pod dębem na stronie
W pokornych słuchaczów gronie
Odyniec dmucha i szumi,
Że duch czasu, czas kaleczy;
Na to wzdycha jaki taki
I powiada w samej rzeczy,
Lecz nic w rzeczy nie rozumie.
Niedźwiedź z Capem grali w pliszki,
Chart umizgał się do Liszki,