Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom X.djvu/250

Ta strona została przepisana.


Tygrys, że ziemia zamrze i spruchnieje
Jeśli krwią wrzącą czasem się nie zleje;
Hyena nawet nocne szląc rozboje
Myślała spełniać posłannictwo swoje.
Podobne zdania dumy, błędu, szału,
Wyssane z mlekiem wzrastały pomału;
Ich zwolennicy posąg im stawiali,
Ale padł posąg, oni wraz padali,
Na rozwaliskach swej własnej budowy
Mieli dość wstydu, by nie cofnąć głowy
I często zgonem wielkim jakby cnota
Ścierali skazy błędnego żywota.
Lecz dziś te Wilki, te Lisy, Borsuki,
Owe doktory ryjącej nauki,
Z Kretem i Tchórzem ta podziemna rzesza
Szychowe szmaty za sztandar rozwiesza:
W który tak wierzy ich podła obłuda,
Jak wierzy kuglarz w swoje własne cuda.
Wabią gorliwych, kradną poświęcenie,
Chęci i wiarę, cnotę i sumienie;
Kradną złodzieje, szlachetne uczynki,
Każdy na szczebel do swojej drabinki,
Po której pnie się do własnego celu;
Ale by za nim nie pięło się wielu,
Zaledwie w szczycie utopi swe szpony
Potrąca dźwignię, którą był wzniesiony,
I na stos głupich wijących się w dole
Rozrzuca nędzę, hańbę i niewolę.

Kot.

Hojność wygasła, niknie wszelka cnota,
Bo nikt niestety nie chce słuchać kota.