Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom X.djvu/260

Ta strona została przepisana.


Wilk.

O Brytan-Brysiu! przyjdzie chwila jeszcze,
Gdzie ja na górze, w dole cię umieszczę.

Brytan-Bryś.

Cóż ztąd? Ja w mojej pozostanę skórze,
A ty, łotr w dole, będziesz łotrem w górze.

(Odchodzą z Bykiem.)
Wilk.

Chodź, chodź mój Capie, ty studnio rozumu,
Sam na sam zemną, daleko od tłumu,
W ciemnej ustroni przy mruczącej wodzie,
Powiesz twe sławne zwycięztwo w ogrodzie.

Cap.

Chętniebym poszedł... ale patrz na nogę,
Takie nagniotki, że stąpić nie mogę,
Patrz drogi Wilku, nagniotki jak gałki. (Odchodzi.)

Wilk.

No to ty Baziu, chodźmy na fijołki.

Baran.

Ohoho! Chciałbym...

Wilk.

Chodź luby Baranie.

Baran.

Lecz mój żołądek w opłakanym stanie
Kroku nie mogę postąpić uczciwie...
Do nóg upadam... żałuję prawdziwie. (Odchodzi.)

Wilk (sam.)

Znowu sam jestem... sam zostanę pewnie...
Darmo się łaszę, darmo płaczę rzewnie...
I choć motłochu nazbieram z mozołem,