Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom X.djvu/283

Ta strona została przepisana.
Lis.

Excelencya raczy
Pozwolić, ta rzecz w mój zakres przypada.

Osioł.

Chciałbym...

Lis.

Rozumiem.

Osioł.

Prędko...

Lis.

Nie inaczej.

Osioł.

Idź więc.

Lis (do Borsuka.)

Ostygam powoli,
Łania na psa nie zezwoli.

Pudel (przebiegając.)

Bryś mnie goni! Bryś mnie goni!

(Osioł ryknął ze strachu. Lis i Borsuk uszli w krzaki. Kret wrył się w ziemię.)
Osioł.

Do mnie! Do mnie ministrowie!
Zasłońcie pierśmi waszemi!
Gdzież jesteście!

Pudel (wracając.)

Już nie goni.

Lis (wyłażąc z krzaków.)

Jam w zasadzce stał w ustroni.