Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom X.djvu/296

Ta strona została przepisana.


I ciągle dzwonił, sam na co nie wiedział,
Bo Wilk figlarny z tyłu za nim siedział,
Baran wnioskuje a Rada stanowi
Wieniec jarmużu posłać Zającowi.
Rejent zaś krzyknął: wieniec to za mało,
Ja go chcę moją zaszczycić pochwałą.
A na to Niedźwiedź: Co z pochwały oślej?
Lepiej półmacek jarzyny mu poślij.
Na te wyrazy Osioł uszy ściska,
A prezes, który już był zwietrzył zblizka
Torbę ministra, czemprędzej się zrywa,
Dzwoni i mowcę do porządku wzywa.
Powstał rozgardyasz jak na ludzkim sejmie,
Próżno do zgody Kot skłania uprzejmie,
Gdy szczęściem w górze wrzasnęły gawrony,
I hufcem starych Królików wiedziony
Wstąpił Mandaryn i stanął przed nami;
Wszyscy bez dzwonka umilkliśmy sami.
Mandaryn długi, giętkiego pacierza
Trzy razy nosem kolano uderza,
I głosem drżącym w rozmaite trele
Zaczął, że Ludzie zwierząt przyjaciele;
Że nie wie czemu wzięto się do boju,
Gdy właśnie przybył z konceptem pokoju.
To niesłychanie ucieszyło Osła,
Że w Mandarynie mógł powitać posła.
Sapie i dmucha, rośnie na trzy piędzi,
Mandarynowi każe dać żołędzi,
I na północny przegląd go zaprasza,
Po którym koncert, bal i wielka pasza.
Taką grzecznością Mandaryn ujęty
Zgiął się we troje, ścisnął obie pięty,