Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XI.djvu/041

Ta strona została skorygowana.


piechota, artylerya i krakusy Pułkownika Dwernickiego. Wielki Książe, stojący na czele, wysunął się maneżowym galopkiem na spotkanie Cesarza Alexandra i z wszelką precyzyą zatoczywszy koniem, wręczył mu rapport. — Na całéj linii panowała głucha cisza, a kiedy później Jenerał Krukowiecki krzyknął: Niech żyje Cesarz! — słabe tylko obudził echo. Komu tylko prawe serce biło tak pod polskim jak i rossyjskim mundurem, ten musiał bolesnego doznać uczucia słysząc ten okrzyk, w którym szczerości, Bogu dzięki, być nie mogło. Gdyby był szczery, byłby razem i podły. Zrobiliśmy kilka obrotów. Dwernicki, także nie bardzo à propos, kazał obejść oddziałowi swoich krakusów i z okrzykiem natrzeć z tyłu. — Na kogo? — Niby na nieprzyjaciela, ale sztab rossyjski zanadto dobrze jeszcze go udawał, dlatego zdaje mi się, miarkując po twarzach, że ta niespodzianka nie najlepsze na wszystkich zrobiła wrażenie; nie jeden może spytał się w myśli: Czy to żart, czy prawda? — Nareszcie ten niby napad był za wyraźném naśladowaniem kozaków i z tego także względu nie na swojém miejscu. Potém było śniadanie u Jenerała Krasińskiego. — Duch wojska francuskiego a zatém i naszego, tak był różny nawet i we formach objawiania się od rossyjskiego, że kiedy sobie przypomnę to śniadanie, teraz dopiero wystawiam sobie, jakie było Cesarza Alexandra, Wielkiego Księcia i ich Świty zadziwienie a może i skryte oburzenie na to obozowe brat za brat polskiéj Wiary. — W niewielkim saloniku kwatery Jenerała Krasińskiego siedział Cesarz przy stole ze swoimi i polskimi Jenerałami. Roz-