Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XI.djvu/061

Ta strona została skorygowana.


było. Widziałem jak uporczywie broniono przystępu do ognia, nie temu, co wpół zmarznięty chciał ogrzać się na chwilkę... to się rozumie samo przez się... ogień tam był życiem... życiem nikt się nie dzieli, ale broniono żebrzącemu odrobinę płomienia, któryby swoją słomą przeniósł do własnego barłogu. Niejeden na oświeconym tylko śniegu wlepił oczy w ciepło, do którego nie śmiał się zbliżyć, a poranek zastał go bryłą lodu. Widziałem rannych rzuconych na drogę, bo zdrowszy, silniejszy zapragnął jego szkapy i powózki. Widziałem jeńców strzelanych, jeżeli który osłabł i daléj iść nie mógł. Widziałem budynki podpalone ze złości i zawiści, że inni w nich pierwéj znaleźli przytułek. Widziałem... tak widziałem siebie, kiedy kolega, niby przyjaciel przedał futro ze mnie, które mi był pożyczył, bo ich dwa zdobył w Moskwie. I ja głupi myślałem, że cudze oddać trzeba, nie napiętnowałem go przynajmniéj hańbą, zmuszając, aby mnie własną obnażył ręką. I teraz nie rzucę jego nazwiska wzgardzie poczciwych ludzi. Nie był zły. Nie wiedział co czyni. Umarł — niech mu Bóg przebaczy jak ja mu przebaczam — jak przebaczam z duszy serca i innym, co mnie odstąpili w ciężkiéj potrzebie.
Gdyby ta ogromna massa ludu, bo nie powiem wojska, nie była w swojéj drodze trafiła na rozległe miasto, byłaby przynajmniéj w połowie przeszła Niemen, a z téj połowy byłaby może odżyła połowa. Ale wszedłszy do Wilna każdy cisnął się w ogrzane izby, zgłodniały napychał żołądek, a co gorzéj zanadto trunkiem się zasilał. Ci ludzie z rozmarznię-