Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XI.djvu/063

Ta strona została skorygowana.


wiecheć, niby bukiet, ten w ręku drąg, niby karabin, a tamten w zębach przełamany patyk, niby fajkę. Stali jak na targach w zimie stoi zamarzła zwierzyna. Na wiosnę dopiero zbierano i wywożono trupy drabiniastemi wozami. Mówiono, co mi się zdaje przesadzoném, że w saméj Gubernii Wileńskiéj pochowano czterdzieści tysięcy.
La vengence est un morceau de Roi, mówią Francuzi. Trzeba przyznać, że spory jéj kawał miała Rossyja w 1812 r. Ale go téż drogo okupiła. Dziwna rzecz, że po skończonych wojnach więcéj było chełpliwości i przechwałek i tryumfatorskiéj fumy w niemieckiém niż w rossyjskiém wojsku. Austrya zerwała przymierze, — dobrze, wydała wojnę — dobrze. Ale inne państwa niemieckie podle, skrytobójczo zdradzały. Zdrada stała się ich siłą i zaletą. Sasy nietylko że odstępują śród boju, ale i zwracają broń na ufnych w rycerskie słowo wczorajszych swoich towarzyszy. Bawarya ledwie jeszcze nie podléj. Pod Lipskiem szło jeszcze o pokonanie wroga, w bliskości Renu już on był wpół pokonany. Zastąpienie więc drogi pod Hanau można nazwać: Le coup de pied de l’âne. Szczęściem, że w zapędzie padło bydlę, padło splugawione, a po nim przeszło wojsko wierne sztandarom, których bronić przysięgło.
Spodziewacie się może, że Wam teraz powiem coś o sobie — ale nie, to przechodzi moje siły. Węzeł splątany z tysiąca nitek cierpienia i boleści rośnie, rośnie przedemną, jak widmo maligny, ile razy chcę wątek uchwycić — każde szarpnięcie boli aż w sercu. I na cóż zresztą tych wspomnień? Strumyk