Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XI.djvu/083

Ta strona została skorygowana.


siodłach, siodła w stajni. Kiedy w naszym alkierzu alarm, w stajni tymczasem ludzie nasi spokojnie jedni konie chędożą, drudzy kulbaczą, pomimo że kozak we drzwiach, ten którego widzieliśmy wstępującego na dziedziniec.
Zdaje się, że św. Balbina patronka dnia tego, opiekuje się głupiemi, bo trudno wierzyć, aby tyle głupstwa ile wówczas w Michery mogło skoncetrować się w jeden punkt i w jedną godzinę. Kozak widzi w stajni ze dwadzieścia koni — nie dostrzega popłochu — przemawia kilka słów i cofa się za furtkę. Kozacy pamiętni zawsze przysłowia: Quis scit co za górą wyje, — kto wie co w domu? co za domem? Między murami kulka z bliska uderza, — lepiéj postępować powoli a bezpiecznie. Oni przynajmniéj rezonowali... ale my!... Proszę tylko słuchać.
Za kozakiem na próg furtki wstępuje Milberg. Jeszcze widzę jego mundur, epolety, krzyże odsłonięte, szpadę w pochwie, kapelusz na głowie, fajkę w ręku. Staje przed kozakiem i mówi do nich z ruska po polsku. „Co wy tu robicie? Tu dużo Francuzów.“ A na to kozak trzymając pistolet w jednym ręku, uchyla drugą ręką kaszkiecik i z wszelką uprzejmością odpowiada: „My Hrancuzów ne boim sia.“ Postrzegłem tą scenę z okna. To uszanowanie kozaka odkrywa mi nagle, co się dzieje za murem. Niema ich wiele. ...Boją się nas... pomyślałem, a po łyśnięciu téj myśli uderza piorun czynu. Chwytam jakiś pałasz leżący na stole jeszcze pendentem obwinięty i wypadam z domu krzycząc: Hurra! — Hurra powtórzyli nasi z wszystkich kątów... Kozaki w nogi. Grabowski wpół ubrany dopadł przecie pistoletu, strzelił za