Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XI.djvu/114

Ta strona została przepisana.


lecz nie szukać, bo znalazłem, i nie konia, ale łóżko takie, jakiego od kilku tygodni nawet widzieć mi się nie zdarzyło. Zanurzyłem się wkrótce w puchu, nos mi tylko spłynął. Śpij zdrów Panie Kapitanie, a my tymczasem powiemy, jaką była pod ten czas ogólna postać rzeczy.
Zgon Księcia Poniatowskiego pod Lipskiem osierocił Wojsko Polskie w całém znaczeniu tego słowa. Zarzucają Polakom, że są niesforni, że trudno niemi rządzić. Mnie się zdaje, że bardzo łatwo, byle rządzić z konia i z szablą w ręku. Więcéj natchnienia niż rozwagi zwykliśmy słuchać. Zgromadzamy w jedną osobę wszystkie nasze wymagania, całe nadzieje nasze, w niéj zamykamy całą sprawę, — czynimy ją poniekąd Fatum naszém. Niém był Kościuszko, Poniatowski i charakteru tylko Chłopickiemu a talentu Skrzyneckiemu niedostawało, aby się utrzymać na szczycie, na które ich barkami narodu parło przeznaczenie. Dlatego to każdy upadek podobnéj gwiazdy roztapia do razu łączący nas cement, ogół rozkłada się w cząstki, rozumowania wyradzają się w zatargi i trwają póki jaka nowa iskra nowego entuzyazmu nie zapali i na nowo nie zacznie lutować. Nie mamy w sobie wielkiéj wzajemnie przyciągającéj się siły — przeciwnie, antyłączne usposobienie jest główną naszą wadą. Każdy chce robić swoją głową — pracuje często w krwawym pocie czoła, ale póki sam. Zaledwie jaka zawiąże się assocyacya, już więdnie w zawiązku. Jeden spuszcza się na drugiego, a co więcéj, jego zapał stygnie w miarę wzmagającej się gorliwości drugiego. Dlatego gwałtowny tylko wir może łączyć rozstrzelone