Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XI.djvu/142

Ta strona została przepisana.


tego dobrze, aby każdy miał swój portret malowany w wiosennych chwilach życia, wtenczas będzie mógł powiedzieć: Oto ten młody człowiek przez moje usta daje wam przestrogi.
Zostałem więc Raporterem ale w sądzie wtórym, zatém w jedynéj sprawie, którą sąd po karnawale osądził, powtarzałem tylko pytania sądu pierwszego. Może ktoś mędrszy byłby umiał dać inny obrot rzeczy, ale jeżeli nie byłem mądry, mniéj jeszcze bez wątpienia był nim ten, co siedmnastoletniego chłopca nominował Raporterem. Prawda, żem zasięgał rady, ale to wszystko małéj było wartości. Nasze sądy w owym czasie były prawdziwie zgrozą. Prawa francuskie wykute dla długiemi wojnami rozhukanego żołnierstwa, nie mogły być stosowne dla młodej, na paskach jeszcze prawie postępującéj armii.
Był w 11ym pułku jazdy, w samych początkach formacyi tegoż, jakiś, jeżeli się nie mylę Pan Imański. Więcéj zarywał na sędyka niż na ułana. Śpiewał tenorem i lubił kminkówkę. Kiedy mu kazano jechać na placówkę, krzyknął: Ja przyszedłem bronić Ojczyzny, a nie na placówki jeździć! — Pan Imański nie był więc ani bardzo posłusznym, ani miłym kolegą. Razu jednego rozciągnął się w stajni na derce, głową przykrył czerwoną chustką w kraty i zasnął twardo, jakto się śpi w upał i po obiedzie. Sierżant budzi go raz i drugi, nareszcie zniecierpliwiony uderza nogą tam, gdzie się zwykle nogą bije — pozycya tylko sposobna mogła go do tego gwałtownego aktu pociągnąć. Pan Imański zaś, jak ów sztuczny diabełek w tabakierce, jednym szusem stał na derce. Zbudzony nagle ze snu, który go może na sto koni